|
KILKA POMOCNYCH PORAD
I. Bardzo wielu wędkarzy stosuje łączenie
przyponów za pomocą krętlika i uważam, że jest to bardzo
dobre rozwiązanie, bowiem w znaczny sposób zapobiega skręcaniu
wszelkich żyłek. Co robić jednak, gdy nie posiadamy krętlika
lub z uwagi na budowę zestawu, musimy z niego zrezygnować.
Łączymy przypon bezpośrednio do linki głównej. Najlepiej
zrobić to po przez łączenie za pomocą dwóch oczek.

Zwróćmy uwagę jak istotne znaczenie ma odpowiednie przełożenie
oczek, powodujące różne wykonanie węzła.Osobiście
polecam drugi sposób (ten z prawej strony), który jednocześnie
ułatwia ewentualną wymianę przyponu na inny.
II. Metoda na sandacza z martwą rybką.
Niniejszym przedstawiamy kolejne możliwości łowienia (w
sposób czynny) wszelkich drapieżników, szczególnie
sandacza, przy zastosowaniu jako przynęty martwej rybki.

Połów ryb drapieżnych na martwą rybkę umieszczoną na
troku bocznym polega na ciągnięciu ciężarka po dnie. Przynęta
w postaci martwej rybki również przemieszczana jest tuż nad
dnem lub wręcz szoruje dno. Najlepszym sprzętem jest wędzisko
długości ok. 3m o pracy szczytowo - parabolicznej, umożliwiające
odpowiednie prowadzenie przynęty i jednocześnie szybkie oraz
zdecydowane zacięcie w momencie ataku drapieżnika.
Metoda ta polecana jest przede wszystkim do połowu
sandacza. Z uwagi na możliwość ucieczki ryby do kryjówki
należy holować drapieżcę zdecydowanie, aby uniemożliwić
ewentualną próbę wpłynięcia w konary drzew lub zgłębień,
które stanowią ostoje drapieżnika.
Dlatego stosować przy tej metodzie należy żyłkę o średnicy
ok. 0,3 mm lub plecionkę np. 0,16 mm, co umożliwia
natychmiastowe zacięcie i hol ryby, a przypon z rybką 0,25
mm (w przypadku połowu szczupaków, należy uzbrajać rybkę
za pomocą przyponu metalowego, z uwagi na możliwość
przegryzienia żyłki przez drapieżnika).
Konstrukcja zestawu polega na zakończeniu przyponu ciężarkiem
w postaci oliwki o ciężarze ok. 20 g. Długość przyponu
powinna wynosić ok. 30 cm natomiast trok boczny (przypon, na
którego końcu uzbrajamy martwą rybkę) powinien mieć długość
ok. 20 cm. Najlepiej do tej metody nadają się rybki o długości
6-8 cm.
Bardzo istotnym elementem zestawu jest zastosowanie potrójnego
krętlika, uniemożliwiającego ewentualne skręcanie linki,
co mogło by nastąpić przy wiązaniu przyponu bocznego na
stałe do linki głównej.
III. Jak zawiązać haczyk ?
W związku z pytaniami związanymi z wiązaniem haczyków
do żyłki przyponowej poniżej przedstawiam bardzo prosty i
jednocześnie niezawodny sposób umożliwiający połączenie
tych elementów.

Przed zaciągnięciem ostatecznego węzła dobrym sposobem
jest poślinienie żyłki, co umożliwi jej właściwe ułożenie
i nie spowoduje zniszczenia mikrostruktury powierzchni zewnętrznej.
Węzeł służy przede wszystkim do mocowania haczyków z łopatką.
IV. Pudełka na drobne akcesoria wędkarskie.
Każdy wędkarz na wyprawę zabiera masę drobiazgów, z których
niejednokrotnie zmuszony jest korzystać np. Haczyki różnych
rozmiarów, krętliki, agrafki, ciężarki itp. Na ogół próbowałem
je usystematyzować i trzymałem w pudełku z przegródkami.
Wydawało mi się to dobrym rozwiązaniem do momentu, gdy będąc
nad wodą, sięgając po jakiś drobiazg, nieumiejętnie
otworzyłem pudełko i cała jego zawartość znalazła się
na ziemi w trawie. Reakcją było wyrzucenie z siebie masy
niecenzuralnych słów a potem próba pozbierania wszystkiego.
Od tego czasu wszystkie drobne przedmioty przechowuję w
pudełeczkach z tworzywa, w których konfekcjonowane są
wszelkie filmy małoobrazkowe do aparatów fotograficznych.
Wreszcie mogę znaleźć potrzebny detal i co najważniejsze,
w przypadku przewrócenia pudełka, zebranie wszystkiego nie
stanowi większego problemu.
V. Obrotówka i gnojak.
Zdarzało mi się często obserwować małe obrotówki, za
którymi pływały okonie. Wielokrotne rzuty kończyły się
niepowodzeniem. Okonie odprowadzały przynętę do pomostu, na
którym stałem, jednak pobicia w przynętę nie zanotowałem.
Zmiana prowadzenia (szybciej, wolniej, jigowania) nie
przynosiła żadnych efektów. W końcu, w akcie krańcowej
depresji, zszedłem na brzeg i od znajomego wędkarza łowiącego
metodą gruntową, otrzymałem kilka „gnojaków”.
Założywszy robaka na kotwiczkę obrotówki „0”
ponownie rozpocząłem spinningowanie. Pierwsze branie nastąpiło
ok. 5 m od pomostu. Złowiłem wówczas kilka okoni (może nie
największych, ale takich, które w tym bezrybnym na początku
dniu, dały satysfakcję chociaż częściowego sukcesu).
Przekonałem się po raz wtóry, że ryby reagują nie
tylko na ruch, ale i na inne bodźce – w tym przypadku
zapachowo-smakowe. Dlatego idąc na spinningowe łowy staram
się nie zapominać atraktorów zapachowych, które dodatkowo
prowokują drapieżnika do ataku. Warto, jak wynika z powyższego,
dokonywać na łowisku analizy ewentualnego braku żerowania
ryb.
VI. Z gwizdkiem na ryby.
Propozycja dla wszystkich wędkujących. Idąc na ryby
zabieramy z sobą zawsze masę drobiazgów i słusznie. Ale
czy ktoś pomyślał, aby nad wodę zabierać gwizdek? Śmieszne?
I tak i nie. Bo na gwizdek się nie łowi a z kolei dmuchanie
w gwizdek może zostać odebrane jako nie tylko brak kultury,
ale zakłócanie ciszy.
Jednak chcę zaproponować wprowadzenie (może nie jako
obowiązkowego) tego elementu do wyposażenia każdego wędkarza.
Na krzyki, gwizdy na palcach czy inne odgłosy raczej nikt już
dzisiaj nie reaguje, natomiast w przypadku usłyszenia gwizdka
każdy się powinien zainteresować.
Tym bardziej, że używanie gwizdka uwarunkowane byłoby
tylko wzywaniem pomocy. A zagrożeń nad wodą jest cała
masa, choćby poślizgnięcie i wpadnięcie do wody. Każdy wędkarz
lubi osamotnienie, co powoduje, że wezwanie pomocy może być
spóźnione.
Ja już od kilku lat gwizdek zawsze mam ze sobą nad wodą
i nawet jadąc z kimkolwiek na ryby, uzgadniam ewentualne użycie
sygnału. Na szczęście nigdy nie musiałem z tego korzystać.
Czy Szanowni Koledzy nie uważają, że tego typu
propozycja ma sens? Przecież żaden kulturalny wędkarz nie będzie
sygnałów nadużywał a w przypadku gwizdania na pewno
zareaguje właściwie.
VII. Dociążenie
A co robić, kiedy chcemy łowić blisko powierzchni (np.
woblerami pływającymi) ale w miejscach na tyle oddalonych,
że rzut przynętą jest prawie niemożliwy
W rzekach, dobrym rozwiązaniem, jest puszczenie przynęty
z nurtem wody, ale w przypadku wszelkich akwenów z wodą stojącą
– nadal pozostaje problem.
Tę niedogodność rozwiązałem przed paru laty, kiedy
eksperymentowałem z łowieniem na żywcówkę. Mimo, że
nigdy nie akceptowałem połowu na żywca, kupiłem wówczas
kilka kul wodnych i to one nasunęły mi na myśl
wykorzystanie ich przy spinnigowaniu (szczególnie woblerami).

I rzeczywiście, przy wykorzystaniu kuli
wodnej, można dokonać dalekiego i celnego rzutu – to
po pierwsze. Po drugie, dzięki temu, że kula wodna jest
praktycznie niewidoczna dla ryb, dokonując jej podciągania,
wytwarzamy bardzo dużą, powierzchniową falę hydrowibracyjną,
co powoduje jednocześnie wyjątkowo duże zainteresowanie
drapieżnika doczepioną przynętą.

Poza tym pamiętajmy, że szczególnie na początku sezonu
szczupakowego, drapieżnik ten bardzo często atakuje przynęty
pływające lub znajdujące się blisko powierzchni.
Jednocześnie przypominam, że zgodnie z obowiązującym
Regulaminem PZW, stosowanie kuli wodnej jest zabronione przy
łowieniu ryb łososiowych w wodach udostępnionych tylko do
łowienia na sztuczną muchę…
VII. Atraktor śledziowy
Coraz większa rzesza wędkarzy przy łowieniu używa
esencji zapachowych, które mają na celu ściągnięcie na łowisko
ryb pożądanego gatunku. Głównie dotyczy to "grunciarzy"
i "spławikowców".
W sklepach można kupić wszelkie esencje zapachowe, na ogół
w postaci płynnej, w niewielkich fiolkach, które można
dodawać do przygotowywanch zanęt ( zainteresowanych odsyłam
do bardzo dobrego artykułu kol.Taurusa p.t.
"Zapachy" ).
Coraz częściej spinningiści stosują atraktory zapachowe,
smarując nimi wszelkie przynęty. W handlu znajdują się
bardzo dobre smarowidła o różnych zapachach, z których
najbardziej popularne to : makrela, stynka, krewetka i krabowa.
Oczywiście, wielu spinningistów przygotowuje wszelkie
"zapachy" w/g własnych receptur. Jednym z wielu,
przygotowywanych przeze mnie w warunkach domowych, jest
atraktor śledziowy.
Wykonuje go w następujący sposób:
Po zmiksowaniu śledzia, oczywiście po uprzednim
oczyszczeniu ryby z wnętrzności, dodaję tę zmiksowaną
papkę do substancji bazowej. Najlepszym środkiem wiążącym
jest wazelina bezkwasowa, którą można kupić w każdej
aptece. Dobrym rozwiązaniem jest podgrzanie wazeliny do stanu
półpłynnego, co pozwala na łatwiejsze połączenie składników.
Miksturę łączymy w stosunku 1:1.
W ostateczności, jako środka bazowego, możemy użyć oleju
jadalnego.
Gotowy atraktor należy przechowywać w pojemniku zamkniętym,
co umożliwia jego stosowanie przez dłuższy okres.
Mam nadzieję, że powyższa receptura przyda się wszystkim
spinningistom i jednoznacznie podniesie atrakcyjność przynęt.
Rybom życzę smacznego.
VIII. Smużenie przynęt
Ryby drapieżne reagują na wszelkie bodźce zewnętrzne.
Linią boczną odbierają wibracje wydawane przez przepływające
ryby, a tym samym i przez przynęty. Jednocześnie drapieżnik
uruchamia wszystkie pozostałe zmysły takie jak wzrok, słuch,
oraz receptory smakowo zapachowe.
W związku z tym, wielu spinningistów wykorzystując tę
ostatnią cechę, stosuje wszelkiego rodzaju atraktory
zapachowe - i te kupione w specjalistycznych sklepach jak i
te, robione wg własnych receptur. Mają one pomóc w
sprowokowaniu ryby do ataku. Jednak problemem większości wędkujących
i stosujących "zapachy" jest potrzeba bardzo częstego,
ponownego smarowania przynęt lub ich zanurzania w esensjach
(w zależności od konsystencji środka zapachowego).
Niestety, substancje zapachowe podczas spinningowania
ulegają bardzo szybko zmyciu z przynęty. Istnieje jednak
sposób na wydłużenie tego procesu. Od wielu lat, z
powodzeniem, stosuję "patent" na zachowanie
"zapachu" w postaci irchy. Prawie każdy atraktor
wykonany jest na bazie wazeliny lub oleju i w związku z tym,
zawarte mikrocząsteczki tłuszczu, wchodzące w jego skład,
doskonale są wchłaniane przez irchę (wraz z substancją
zapachową) i co najważniejsze, nie są wypłukiwane tak
szybko jak z metalu lub silikonu. Poza tym ircha jest dużo
bardziej trwała niż stosowane przez niektórych wkładki
filcowe.
W przypadku woblerów stosuję krążek lub pasek irchowy,
który wklejam tuż za sterem, natomiast w przypadku wszelkich
"gumisiów", w korpusie twistera lub rippera wykonuję
małym wkrętakiem otworek, przez który przetykam pasek
irchy.

Więcej pracy wymaga uzbrojenie kotwiczek przy
wahadłówkach i obrotówkach. Przed nawinięciem paska irchy
na kotwiczkę warto je zdemontować, tym bardziej, że można
nasunąć na zwiniętą irchę kawałek rurki igielitowej lub
chwost antyzaczepowy.

Mam nadzieję, że przedstawiony sposób okaże
się pomocny wszystkim fanatykom spinningu i pozwoli na
sprowokowanie do ataku taaakiej ryby.
----------------------------------------------------------------------------------
|